Wysłany: 2010-08-12, 20:18
Cecha Szczególna: Panowanie nad psychiką przeciwnika.
/Trasa z Forks do Seattle/
Trochę czasu minęło, póki dotłukłam się do Seattle. Zmęczona trasą marzyłam o porządnej dawce mocnego espresso i ogromnym asortymencie ubiorów do wyboru. Niech no jakaś małpa podwędzi mi łakomy kąsek! Tuż przy wjeździe znaki informacyjne mówiły o centrum handlowym zwanym Center House. Kierując się nimi jechałam poprzez miasto. Najzabawniejsze jest to, że minęłabym to centrum. Z wyglądu przypominało kino, albo park rozrywek. W życiu nie powiedziałabym, że to centrum handlowe. Skierowałam się ku podziemnemu parkingowi. Z maszyny wysunął się maleńki bilecik, po czym go zabrałam. Wjechałam i szukałam dobrego miejsca. Godziny sprzyjały temu, że większość miejsc było wolne. Stanęłam najbliżej wejścia na halę, zamknęłam auto i skierowałam się do wnętrza. Przechodząc kilka sztuk rozsuwanych drzwi, miałam ochotę wyzionąć ducha. Doczekałam się jednak i już po czasie usłyszałam wesoły gwar klientów, muzykę z sklepowych głośników i zapachy z restauracyjek oraz barów. Ruszyłam żwawym krokiem przed siebie, polując na dobrą kafejkę. Jedna z nich zapowiadała się dobrze. Przytulna, cicha, bez odrzucającego zapachu dymu papierosowego. Usiadłam na miękkiej sofie w kącie i czekałam na obsługę. Przybyła. Dziewczyna w moim wieku, uśmiechała się i poprosiła o złożenie zamówienia. Wzięłam podwójne espresso i panna cottę z musem truskawkowym. Nie czekałam długo. Jakieś pięć minut później delektowałam się smakiem kawy i deseru.
edit.
Po półgodzinnym posiedzeniu w kafejce, z trudem dźwignęłam się z miejsca. Pożegnałam się z miłą obsługą i wyszłam, brnąc ku sklepom odzieżowym. Nie, nie. Może na samym początku zajrzę do sklepu z obuwiem. O tak, tak. Para nowiutkich, amerykańskich szpilek poprawi mi humor. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Byłam w swoim raju. Większość z par butów była no okropnie wysokim obcasie, takie jakie lubię. Chwyciłam pierwszą, lepszą i nawet nie zorientowałam się kiedy dopiero po godzinie wybrałam ten jedyny typ. Uśmiechnięta popędziłam dalej. Jeden sklep, drugi, dziesiąty. Byłam jak w amoku, choć rozważnie zarządzałam zasobami materialnymi. Zmarnowałam całą wieczność na kilka torebek zakupów. Mniejsza o to, ważna jest satysfakcja. Uradowana, lekkim krokiem wróciłam na parking. Wepchnęłam zakupy do bagażnika i wsiadłam do auta. Odjechałam z lekkim piskiem opon.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum